Czyta się

Rozczarowanie

08.10.2012

Adam Zagajewski znów nie otrzymał literackiej Nagrody Nobla. Zasila tym samym smutne acz doborowe towarzystwo pominiętych przez Szwedzką Akademię, gdzie znajdują się m.in. astrofizyczka Jocelyn Bell Burnell, biolog Rosalind Elsie Franklin czy – by sięgnąć do poletka literatury – Marcel Proust, James Joyce czy Lew Tołstoj.

To nas zaskakuje. Trzymaliśmy za Adama kciuki. Dziś możemy jedynie odpowiedzieć Zagajewskiemu słowami jego własnego wiesza:


Przecież wiem, że dopiero 
pieśni Schuberta przyprawiały cię
o najwyższą szmaragdową błogość. 

 

Pozostaje nam słuchać kojących dźwięków pieśni Schuberta podczas melancholijnej lektury tomu esejów Lekka przesada.

Tym, którzy nie chcą z jakichś powodów czytać poezji czy eseistyki Adama, a chcieliby jakoś uczestniczyć w wydarzeniu nieprzyznania mu Nobla, polecamy – lżejsze w tonie – zapiski Osieckiej o jej własnych lekturach, w tym o czytaniu Zagajewskiego.

Nike dla Bieńczyka, czyli romantyzm tryumfujący

08.10.2012

Marek Bieńczyk, pragnąc w jednej ze swoich recenzji oddać umiarkowanie ekscytujący smak wina, użył frazy „nie sarkałbym”.

To zdanie może być dobrym kluczem interpretacyjnym dla całego dorobku pisarza, nieustannie rozpiętego między wzniosłymi terytoriami idealizmu a przyziemną, rozczarowującą praktyką życia. Nie mogąc zdecydować się ostatecznie na zakorzenienie w którejkolwiek z tych przestrzeni, Bieńczyk oscyluje między nimi, afirmując to melancholijną tęsknotę za utraconą krainą pełni, to ironiczną zgrywę i farsę. Autor Książki twarzy nieustannie próbuje opisać brak, pragnienie, nieobecność, wyzyskując przy tym wszystkie odcienie, jakie może przybrać to doświadczenie.

Nike dla Bieńczyka to więc nie tylko pierwsza nagrodzona książka eseistyczna, ale i pochwała nieuleczalnego, trudnego romantyzmu, który nie boi się ani spojrzenia na własną niedoskonałość, ani pogodnej, pobłażliwej kpiny z niej.

Strona: