25.02.2014

W najważniejszym dniu mojego życia byłem niewyspany. Poprzedniej nocy dziadek kilka razy krzyczał jak opętany, że moja matka chce go udusić poduszką, potem jęczał przez sen, że jest starym draniem, a nad ranem, kiedy wydawało się, że najgorsze mamy za sobą, postanowił wstać z łóżka i napoić konie. Z hukiem spadł na podłogę, przewracając talerze i szklanki postawione przy łóżku.

W najważniejszym dniu mojego życia czułem się fatalnie. Trzy razy zwymiotowałem w drodze do szkoły, a jeszcze raz w szkolnej toalecie. Podczas zajęć z języka polskiego trzymałem się za brzuch powtarzając w myślach jak mantrę, że już nigdy nie zjem na śniadanie zupy mlecznej. Ale tego dnia los nie przewidywał dla mnie taryfy ulgowej. Gdy na stole wylądowała papierowa kulka, wiedziałem, że nie są na niej napisane życzenia szybkiego powrotu do zdrowia.

Dorwać Kramera

Nadawcą listu był Serdel. Mały, zakompleksiony człowieczek plujący jadem i wymachujący pięściami. Nienawidził mnie od pierwszej klasy. Nie wiem dlaczego, może po prostu denerwowało go to, że ktoś w tej klasie był od niego mądrzejszy, bo rozumiał słowa składające się więcej niż z trzech sylab. Nieraz się z nim biłem, ale nigdy nasze walki nie docierały do końca. Serdel miał cały batalion wiernych fanatyków, którzy jak on mieli pod czaszką chomika tarzającego się w trocinach i od czasu do czasu biegającego na kołowrotku. Gdy Serdel leżał na ziemi trzymając się za nos, nagle, nie wiadomo skąd, zjawiali się jego kumple, którzy szybko sprowadzali mnie na ziemię huraganem kopniaków.

Odwinąłem papierową kulkę. Na pomarszczonej kartce zobaczyłem napis, który rozszyfrowałem dopiero po kilkunastu sekundach: „ty kżywy ryju”. Puściłem te cenne uwagi w niepamięć i spróbowałem skupić się na lekcji.

Pan Barszczewski z pasją opowiadał o naszej najnowszej lekturze – „Lalce” Bolesława Prusa. Barszczewski był kolesiem w średnim wieku, drobnym, z przerzedzonymi włosami na głowie i z bez przerwy zamyślonym spojrzeniem. Patrząc na niego miało się wrażenie, że żyje jakby w dwóch wymiarach. Tu i teraz raz oraz gdzieś kiedyś, kiedy mężczyźni nosili smokingi, a damy suknie z tuniką. Szanowałem tego gościa, ale jednocześnie żałowałem, bo romantyczne usposobienie upośledziło jego męskość. Był pomiatany w pracy, a z tego, co słyszałem, także i w domu.

 

W najważniejszym dniu mojego życia w szkolnej stołówce podawali makaron z sosem. Czując jeszcze skutki śniadania, ograniczyłem się do wypicia kompotu. Usadowiłem się w samym rogu stołówki. Widziałem, jak Serdel robił swój codzienny obchód po największych frajerach w szkole. Ściągał z nich drobny haracz, drobny, jakieś pięć złotych od łebka. Jeżeli znalazł się jakiś cwaniak, Serdel groził, że wbije mu widelec w oko. Znając jego temperament, mogłem podejrzewać, że naprawdę by się do tego posunął.

W stołówce jak zwykle nie brakowało kół wzajemnej adoracji założonych przez najpopularniejsze dziewczyny w szkole. Bezmyślna, tępa masa umalowanych stworzeń, które uważały się za pępek świata. Ich gołe tyłki świeciły na kilometr, fałdki tłuszczu wylewały się spod różowych bluzeczek, a olbrzymie piersi falowały przy każdym ruchu. Gardziłem nimi i na każdym kroku starałem się im to udowodnić.

[fragment opowiadania, nagrodzonego w konkursie koobe i serwisu Poema]

Autor:
Komentarze
Czasem dobrze jest wrócić do świata dziecięcych lektur, by trochę się nasycić ich prostą,... czytaj wiecej
Ludzie płacą tysiące za spotkanie z nim. Nie za indywidualne konsultacje, ale za uczestnictwo w... czytaj wiecej
E-czytanie jest rewelacyjne. Jednak zawsze może pojawić się coś, co trochę zepsuje nam... czytaj wiecej
Czytanie to silna pasja: dlatego przytrafia się w przeróżnych miejscach i dziwnych sytuacjach.... czytaj wiecej
"Dzień na ziemi", prozatorski tom literaturoznawcy i filozofa Michała Pawła Markowskiego, zawiera... czytaj wiecej
Kiedy wali się Twój świat, chcesz uciec. Gdziekolwiek: przecież nigdzie nie będzie gorzej niż tu. Ale los może poprowadzić Cię ku jeszcze bardziej przerażającym miejscom… Jacek...
Cena : 2,00 zł