09.10.2013

Skąd pomysł na książkę dla młodzieży czy o młodzieży?

Najpierw był pomysł. Pomysł wymagał, aby bohaterami byli ludzie młodzi. To w pewnym sensie określiło potencjalnego odbiorcę. Na szczęście znam kilkoro dorosłych, którym książka się spodobała więc może nie należy jej klasyfikować aż tak jednoznacznie. A sam pomysł naprawdę zrodził się znikąd. Jak w jednej z ksiąg Tytusa, Romka i A’Tomka strzelił mi do głowy i został. Wcale tego nie planowałem.

 

Jedną z ważnych postaci „Na wczoraj” jest niejednoznaczny Pan Wiktor, który odkrył, że czas nie istnieje. Niestety, nie da się tego udowodnić, przez co mężczyzna skazany jest na rolę odludka, dziwaka, a nawet chorego psychicznie. To bardzo przejmująca postać. Myśli Pan, że Pan Wiktor ma rację? Że jego teoria czasu jest prawdziwa? I czy wokół nas jest wielu Panów Wiktorów, którzy znają prawdy, na które my wciąż pozostajemy ślepi?

Oczywiście! Chociaż nie każdy z nas ma swoją teorię czasu, każdy z nas jest Panem Wiktorem dla drugiego człowieka. Mamy swoje własne ścieżki, swoje własne przemyślenia, swoje własne sposoby odrabiania lekcji i gotowania zupy pomidorowej. Nie wiem natomiast, czy ktoś z nas nauczył się poruszać po sekwencji zdarzeń, ale jeżeli jeszcze do tego nie doszło, to na pewno niebawem tak się stanie. Czas naprawdę nie istnieje. Tego wcale nie trzeba udowadniać. Gorzej mają ci, którzy chcą udowodnić, że czas istnieje.

 

Głównym bohaterem powieści jest Jerzyk, nastolatek, który nagle odkrywa, że czas nie istnieje. Jerzyk najpierw musi się konfrontować z oschłą surowością ojca, potem zaś trafia do zaskakującego ośrodka Pana Wiktora, gdzie młodzi ludzie są w zasadzie samodzielni: żyją w stanie wiecznych kolonii, uczą się, jedzą, sprzątają, kiedy uznają to za stosowne. Muszą tylko wykonywać swoje obowiązki, słowem – żyją jak dorośli. Myśli Pan, że system wychowawczy Pana Wiktora jest lepszy od tradycyjnego?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie nie zdradzając zakończenia książki. Odpowiedź Czytelnik znajdzie w scenie finałowej. Wszyscy przecież kochamy wakacje, zawsze nam się marzy, żeby ten urlop, ten wyjazd trwał jak najdłużej, prawda? I to my, dorośli. A dzieci? Ile razy w dzieciństwie, gdy pokłóciła się Pani z rodzicami padało magiczne zdanie „idę w świat”! Dzieci dość późno odkrywają prawdę, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

 

Ta historia nie byłaby taka sama bez Radomia. Jaką rolę pełni to miasto w powieści?

To Radom stworzył moich bohaterów. W każdym innym mieście ich losy potoczyłyby się inaczej. Radom nie tylko stanowi tło dla wydarzeń, on w nich aktywnie uczestniczy. Czytelnik wraz z bohaterami książki może odkrywać miejsca, w których być może nigdy wcześniej nie był, albo nie dostrzegł ich cech szczególnych. No i w ten sposób fabuła staje się trochę pretekstem do opisania miejsc urzekających niepowtarzalnym klimatem. Ja wiem, że dla radomian to są zwykłe uliczki, parki i place. Ale czyż najpiękniejszych przygód nie przeżywaliśmy na zwykłym podwórku?

Jerzy Wlazło 

„Na wczoraj” opowiada o próbach czynienia dobra: działalność organizacji Pana Wiktora przypomina trochę „Niewidzialną rękę”. Jest Panu bliska ta idea: drobnego dobra, pomagania w małych, codziennych sprawach?

Jest mi bliska idea, że nie ma jednego dobra dla wszystkich. Jeżeli komuś z powodu zgubionych dokumentów walą się wszystkie plany dotyczące zagranicznych wojaży, to w tym momencie nic go nie obchodzą wzrosty i spadki na giełdach, jakieś średnie wyborcze czy dochody narodowe z ociepleniem klimatu włącznie. Kiedy ułatwimy ludziom rozwiązywanie życiowych, codziennych spraw będziemy mogli od nich wymagać zaangażowania w politykę globalną. Zresztą jestem przekonany, że wówczas wiele globalnych problemów przestanie istnieć. Sama zaś idea „Niewidzialnej ręki” nie jest mi obca. Po pierwsze wychowałem się na Teleranku, który stworzył tę akcję, po drugie przeczytałem niedawno bardzo mądrą myśl – niestety nazwisko autora uciekło mi z głowy – że naprawdę dobra polityka to ta, której nie dostrzegają przeciętni obywatele. Czytaj – działania polityków ich nie krzywdzą. Taka niewidzialna ręka będzie mi bliska na wieki wieków.

 

Czy nie daje Pan swoim bohaterom przerażającej siły? Mocy, która jest potężna, dwuznaczna, wiąże się z dużą odpowiedzialnością, a jej działanie może się szybko obrócić w swoje przeciwieństwo?

Nie. To pozory, które doskonale rozwiewa w jednym z rozdziałów ciocia Jerzyka. Złudzenie wynika z tego, że sama podróż w czasie wydaje się czymś niezwykłym. Ale rozumując w ten sposób musielibyśmy zahamować w ogóle rozwój ludzkości. Każdy wynalazek może być równie niebezpieczny począwszy od kamienia w ręku, aż po rozszczepialny atom. Bohaterowie „Na wczoraj” posługują się nożami, kuchenką gazową z żywym ogniem, jeżdżą rowerami po ulicach. To wszystko jest równie niebezpieczne jak podróże w czasie. Jeżeli dzieci nauczą się z nich korzystać, to dorośli już będą umieli.

Autor:
Komentarze
Czasem dobrze jest wrócić do świata dziecięcych lektur, by trochę się nasycić ich prostą,... czytaj wiecej
Ludzie płacą tysiące za spotkanie z nim. Nie za indywidualne konsultacje, ale za uczestnictwo w... czytaj wiecej
E-czytanie jest rewelacyjne. Jednak zawsze może pojawić się coś, co trochę zepsuje nam... czytaj wiecej
Czytanie to silna pasja: dlatego przytrafia się w przeróżnych miejscach i dziwnych sytuacjach.... czytaj wiecej
"Dzień na ziemi", prozatorski tom literaturoznawcy i filozofa Michała Pawła Markowskiego, zawiera... czytaj wiecej
Czy istnieje coś takiego jak czas? Czy wydarzenia muszą się układać w sekwencje? Czy wszystko zdarza się naprawdę tylko raz? A może to jedynie złudzenie, w które wszyscy chcemy wierzyć, by...
Cena : 8,00 zł